NIE BĘDZIE REMONTÓW, BO NIE PŁACĄ CZYNSZÓW, czyli szukanie kozła ofiarnego w czasie kryzysu

19 maja 2020 by Ewa

Prezydent Sutryk krzyczy w internecie na najemców mieszkań komunalnych, że żądają remontów, a nie płacą czynszów. Wypomina im kilkaset milionów zaległości za niepłacenie czynszów. To rzeczywiście skandal! Uważamy, że niepłacenie niskich (w porównaniu do tych na tzw. wolnym rynku) czynszów za mieszkania należące do zasobu miejskiego jest zachowaniem co najmniej niewłaściwym i nieodpowiedzialnym. Za każdym razem, gdy do naszego stowarzyszenia zgłaszają się osoby z długiem czynszowym wskazujemy im natychmiastową konieczność rozpoczęcia spłacania zadłużenia oraz płacenia czynszu bieżącego. Bez tego nie zaczynamy procedury pomagania (oczywiście poza wyjątkami, gdy mamy do czynienia z osobami zupełnie pozbawionymi jakichkolwiek dochodów, chorymi, w zaawansowanym wieku, itd.). 
Jednocześnie uważamy za skandaliczną sytuację, w której miasto dopuściło do tego, że zadłużenie czynszowe urosło do 700 mln złotych i dotyczy 10 tys. osób (czyli jednak mniejszości). Jak wspomina wiceprezydent Sebastian Lorenc rekordzista z tytułu niepłaconych czynszów musi oddać miastu aż 400 tys. złotych. 


Intuicja nam podpowiada, że krzyczenie w internecie na dłużników nic nie da. Co więcej, uważamy, że celem tego prezydenckiego oburzenia było nie tyle spowodowanie, że najemcy zaczną płacić czynsze, co raczej autoprezentacja Jacka Sutryka jako dobrego/złego szeryfa. Nie ukrywajmy, wszystkim, którzy są na kredycie hipotecznym na kilkadziesiąt lat bardzo podobało się to “krzyczenie” na “nieuczciwych roszczeniowych darmozjadów” z mieszkań komunalnych. Tak więc kapitał polityczny prezydenta na pewno zyskał na wartości po tym wystąpieniu. Tylko tyle i aż tyle. 

Proponujemy na serio porozmawiać o zadłużeniu czynszowym lokatorów i spróbować znaleźć skuteczne strategie na poradzenie sobie z nim, bez krzyczenia. Działanie od ponad dekady na rzecz lokatorów, a także czytanie miejskich dokumentów i uchwał pozwala nam na rzeczową analizę sytuacji. 
Mamy świadomość istnienia błędnego koła zwanego przez badaczy społecznych spiralą negatywnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych i politycznych mieszkalnictwa gminnego. Władze nie inwestują w mieszkania komunalne, wyprzedają zasób, nie remontują go z dwóch przyczyn: 1) ideologicznych (przekonanie, że mieszkania przeżytek z poprzedniej epoki, wszyscy powinni brać kredyty), 2) ekonomicznych (miasta nie mają pieniędzy, bo mieszkalnictwo komunalne nie przynosi dochodów w sposób bezpośredni). Mieszkalnictwo gminne zaczyna być postrzegane jako siedlisko “oszustów”, “roszczeniowców” (określenia prezydenta Sutryka) i patologii. Skutkuje to negatywnymi postawami u samych najemców, w tym w ekstremalnych przypadkach zaniechaniem płacenia czynszu. A jak nie ma pieniędzy to miasto nie remontuje… Błędne koło niepłacenia-nieremontowania musi zostać przerwane, jeżeli chcemy mówić o rzeczywistym rozwiązaniu problemu powstających długów czynszowych.
Uważamy, że fakt, iż prezydent Wrocławia mówi o komunalnym zasobie mieszkaniowym jako “dobru wspólnym” jest niezwykle istotny i pozytywny, ale to, że zaraz potem określa najemców mieszkań gminnych jako “oszustów”, czy ironicznie “jako osoby za delikatne, żeby pracować”, jest zaproszeniem do szczucia i przekreśla jakikolwiek konstruktywny efekt wypowiedzi. Trzeba przyznać, że szczucie udało się pierwszorzędnie, pod prezydenckim streamem szybko pojawiły się fanowskie pomysły przesiedlania dłużników do kontenerów i eksmisje na bruk zadłużonych rodzin z dziećmi. 

Generalizacje, powielanie stereotypów oraz krzyk nie pomogą rozwiązać patowej sytuacji w jakiej znajduje się mieszkalnictwo komunalne w całej Polsce. Trzeba zadziałać inaczej. Nie da się ukryć, że wbrew deklaracjom prezydenta o “wspólnej własności” jaką są mieszkania gminne, traktowane są one przez kolejne władze jako coś czego trzeba się jak najszybciej pozbyć. 
Miasto od kilku dekad konsekwentnie prowadzi politykę prywatyzacji miejskiego zasobu mieszkaniowego. W ciągu tylko dziesięciu lat liczba mieszkań komunalnych zmniejszyła się o jedną czwartą (2010-44919 mieszkań, 2020-32865) i planowane jest kontynuowanie tej tendencji. W “Strategii rozwiązywania problemów społecznych dla Wrocławia na lata 2018-2030” słusznie zauważono, że “nie wiadomo na ile sprzedaż mieszkań obniżyła koszty administrowania zasobem mieszkaniowym, koszty jego utrzymania w tym nakłady na niezbędne bieżące remonty, remonty modernizacyjne i kapitalne budynków i mieszkań. Nie wiadomo zatem, czy zasób komunalny jest workiem bez dna przynoszącym jedynie bezpośrednie i pośrednie straty dla budżetu miasta, czy też wyprzedaż jest w większym stopniu efektem ideologicznych przekonań władz samorządowych niż wszechstronnych analiz uwzględniających pozaekonomiczne konsekwencje pomniejszania zasobu mieszkaniowego gminy. Na podstawie danych urzędowych i analiz budżetów miejskich sądzimy, że na powszechną praktykę wyzbywania się zasobu komunalnego wpływa również technologia konstruowania budżetu. Nie dostrzega się, że minimalizacja/ stabilizacja wydatków w jednej dziedzinie może bezpośrednio lub pośrednio zwiększać koszty funkcjonowania innych istotnych wydatków pokrywanych z budżetu miejskiego. I tak oszczędności w gospodarce mieszkaniowej powoduje wzrost wydatków na sferę socjalną”.
Czy coś co prezydent nazywa dobrem wspólnym nas wszystkich powinno być sprzedawane i to za bezcen (uwłaszczenie odbywa się niejednokrotnie przy 98% bonifikacie, czyli miasto na jednym sprzedanym mieszkaniu zarabia średnio jedynie klikanaście tysięcy złotych, odliczając koszty samej procedury)? Od wielu lat gmina pozbywa się pełnostandardowych mieszkań, zostawiając w swoim zasobie te najgorsze, których wykupem nikt nie jest zainteresowany. Mieszkania pozostające własnością miasta są niedoinwestowane i nieremontowane od dziesiątek lat. I nie jest to jedynie efekt zewnętrznych „uwarunkowań”. Według dokumentów programowych gminy Wrocław standard mieszkań ma być tak zły, żeby zachęcić najemców do wynajmowania/kupowania na wolnym rynku. Efekt jest taki, że zasób komunalny przeznaczony jest wyłącznie dla osób wyrzuconych na margines życia społecznego i ekonomicznego, pozbawionych pracy, chorych, uzależnionych, starych. W przekonaniu magistratu mogą one mieszkać w lokalach z grzybem, bez łazienek, bez ogrzewania. Tacy najemcy rzeczywiście czynszu często nie płacą, ponieważ czują, że ich potrzeby są ignorowane. 
Status materialny lokatorów mieszkań komunalnych można określić na podstawie analizy liczby gospodarstw domowych uprawnionych do dodatku mieszkaniowego. O ile w latach 2004-2016 ogólne liczba wszystkich gospodarstw uprawnionych do dodatków mieszkaniowych malała, o tyle w zasobie komunalnym pozostawała bez zmian (2004-51,8%; 2016-56,2%, dla porównania spółdzielnie mieszkaniowe: 2004 – 37,7%, 2016-16,2%). Poprawa kondycji materialnej gospodarstw domowych użytkujących zasoby komunalne jest zatem relatywnie najmniejsza. W gminnym zasobie mieszkaniowym pozostali lokatorzy, których mimo bardzo wysokich bonifikat udzielanych przez władze miasta nie stać na wykup mieszkania i jego utrzymanie. Pozostały zatem w zasobie gminy najsłabsze ekonomicznie gospodarstwa domowe. (Za: “Strategia rozwiązywania problemów społecznych dla Wrocławia na lata 2018-2030”). Prawda jest zatem dość brutalna: to polityka prowadzona przez miasto spowodowała, że zasób komunalny traktowany jest przez wszystkich z wielką niechęcią.
Remonty gminnych kamienic nie są kaprysem roszczeniowych lokatorów. Przez ponad dziesięć lat działalności nie spotkaliśmy się z sytuacją, żeby zadłużony lokator domagał się jakiegokolwiek remontu. O remonty upominają się, zresztą słusznie, ci którzy płacą. Te XIX-wieczne kamienice po prostu trzeba remontować, bo zaraz się rozpadną. Średni wiek budynków będących w 100% własnością gminy wynosi ok. 100 lat, a średni stopień zużycia tych budynków wynosi 44,26 %. Na dzień 31.12.2018 r. miasto wydało rocznie 16 151 116 zł na remonty, natomiast na zarządzanie zasobem mieszkaniowym 46 355 949 zł. Prawie trzy razy więcej niż na remonty przeznaczono na system administracyjny, który od dawna pozostaje niewydolny.
Dług czynszowy wynoszący od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych nie powstaje w ciągu tygodnia, czy nawet paru miesięcy, lecz jest rezultatem wieloletniego zalegania z opłatami, które nie wiązały się z żadnymi konsekwencjami. Miasto ma możliwość wcześniejszego reagowania na narastające długi i rozpoznanie przyczyn oraz możliwości wspólnego rozwiązania problemu zanim ten dług stanie się niespłacalny. 
Wspominaliśmy o tym wielokrotnie, a także o sposobach rozwiązania tego problemu w rozmowach bezpośrednich z urzędnikami, a także poprzednim prezydentem Wrocławia. Z obecnym niestety nie udało się nam jeszcze spotkać. Nie znalazł dla nas czasu jak dotąd. 
Jednak urzędy odpowiedzialne za zarządzanie zasobem komunalnym często nawet przez kilka lat nie podejmują żadnych działań, wobec dłużników. Takie opóźnione reagowanie na powstające zaległości sprawia, że kiedy wreszcie przychodzi wezwanie do uregulowania należności, istniejący dług jest już zbyt duży, by było to możliwe. Aktywna windykacja należności czynszowych przewidziana ustawowo pozostaje fikcją. Gmina Wrocław nie prowadzi bieżącego nadzoru nad terminowością regulowania opłat czynszowych oraz monitoringu bieżących należności, ani też nie próbuje bezpośrednich negocjacji z dłużnikiem w sprawie spłaty zadłużenia. Zresztą, każdy kto kiedykolwiek próbował się dowiedzieć skąd wzięła się na jego koncie choćby najmniejsze niedopłata za czynsz, wie jak trudno uzyskać od miejskiej administracji spójną informację na ten temat i, że trzeba w tym celu wykonać co najmniej kilka telefonów. System prowadzenia kont czynszowych jest niejasny i skomplikowany, a dostęp do niego jest utrudniony.
Program spłaty zadłużenia, o którym wspominają fani prezydenta Sutryka i on sam, posuwając się do ironii, że “najemcy komunalni są zbyt delikatni by pracować”, choć ma dobre założenia, niestety w małym stopniu sprawdza się w praktyce. W zamian za pracę przewiduje on wynagrodzenie w wysokości 14,70 zł za godzinę. Na odpracowanie długu trzeba więc poświęcić bardzo dużo czasu i w takich godzinach, że lokatorzy często stają przed koniecznością wyboru między ich zwykłą pracą a tą na rzecz spłaty zadłużenia. Stawki za tę drugą są tak niskie, że rezygnowanie ze zwykłej nie opłaca się. Od 2013 r. wrocławianie odpracowali zaległości w czynszu na kwotę ponad 3,6 mln zł. wydaje się, że bardziej przemyślana strategia odpracowywania długów mogłaby przynieść lepsze rezultaty. 
Problemem jest także brak lokali socjalnych, do których można by przenosić osoby, które dostały wyroki eksmisyjne z lokali komunalnych za zaleganie z czynszem. Brak możliwości przeprowadzki tych osób powoduje, że ich zadłużenie cały czas rośnie (za bezumowne zajęcie lokalu takie osoby płacą kilkukrotność zwykłego czynszu). 
Ostatnia kwestia, której powinniśmy się przyjrzeć, chcąc konstruktywnie rozmawiać o problemie długów czynszowych, jest rosnący problemem opłat za ogrzewanie. Likwidacja pieców kaflowych przy dofinansowaniu ze strony miasta jest niewątpliwie koniecznością. Nikt jednak nie mówi o eksploatacji i jej zwiększonych kosztach, które ponosić będą lokatorzy przy nowych formach ogrzewania: na prąd czy gazowym (z ogólnej liczby 34 805 według stanu na dzień 31 grudnia 2018 r. lokali mieszkalnych zasobu gminnego tylko 9 071 lokali jest podłączonych do sieci miejskiej centralnego ogrzewania). 
Miasto nie pozbędzie się szybko niechcianego zasobu mieszkaniowego. Po pierwsze dlatego, że zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych gospodarstw domowych osiągających niskie dochody jest ustawowym obowiązkiem gminy. A po drugie o przydział lokalu mieszkalnego wciąż ubiegają się potrzebujący (na dzień 31 grudnia 2018 r. o lokal socjalny ubiegało się 1800 wnioskodawców). 
Choć prezydent Sutryk zdaje się nie lubić lokatorów komunalnych, to jednak zdaje się cenić jakieś wyimaginowane dobro wspólne. Jeśli przestanie krzyczeć, powielać stereotypy na temat mieszkalnictwa gminnego i zacznie identyfikować zarówno przyczyny systemowe zadłużenia czynszowego, a także te indywidualne, to może ta kwota kilkuset milionów złotych zacznie w końcu maleć. Podejrzewamy, że jeśli to dobrze rozegrać, to kapitał polityczny też można na tym zbić.

Leave a comment | Categories: Uncategorized

Oświadczenie kolektywu Hulajpole

06 maja 2020 by Ewa

Prezentujemy tutaj oświadczenie kolektywu Hulajpole. Jest to miejsce we Wrocławiu, gdzie dzisiaj (06.05.2020) odbyła się interwencja policji. Pojechała tam nasza przedstawicielka, jednak z rozmowy z policją wynikało, że nie pojawili się w sprawie mieszkaniowej – jak podejrzewaliśmy, ale nie powiedzieli w jakiej konkretnie. Mamy podejrzenia, że działania te mogły mieć znamiona nękania, więc będziemy śledzić sytuację dalej. Poniżej przedstawiamy oświadczenie kolektywu.

„Oświadczenie kolektywu „Hulajpole”

Postanowiliśmy krótko opisać dzisiejszą sytuację, gdzie do Domu
Socjalnego im. Piotra Kropotkina we Wrocławiu próbowała wtargnąć
policja.

Osoba przebywająca w mieszkaniu usłyszała rano walenie do drzwi.

Nieumundurowani policjanci usiłowali dostać się do środka pod pretekstem
szukania kradzionych rzeczy. Około 8 tajniaków uszkodziło bramę.
Przecieli łańcuch z kłódką w jednym miejscu i kłódkę w innym (po
wszystkim okazało się, że obie te rzeczy zniknęły). Zdemontowali
tabliczkę z napisem „Na terenie obowiązuje miłość, radość i pomoc
wzajemna”. Czy chcieli na te miejsce wstawić „tu obowiązuje donos,
nienawiść i poddaństwo” – tego nie wiemy. Próbując wejść do domu
zniszczyli okno w jednym miejscu. Rozmontowali i wywieźli busem
ogrodzenie, które kilka dni wcześniej dostaliśmy. Po sprawdzeniu
wszystkich rowerów (sprawdzali je jakiś czas temu i okazało się, że nie ma
wśród nich nic kradzionego) i tłumacząc się z interwencji nadchodzącym z
zewnątrz ludziom odjechali zostawiając otwarte na oścież, wcześniej
zamknięte, drzwi. Akcja policji, w którą zaangażowano ok. 8 tajniaków i
2 umundurowanych funkcjonariuszy skończyła się spisaniem numerów
wszystkich sprawdzanych niedawno rowerów i wylegitymowaniu kilku osób.
Zdaje się, że tajniacy nie są już tak anonimowi dla kilkudziesięciu
kolejnych osób. Nie wiemy, czy przełożeni są zadowoleni z takich akcji,
natomiast wiemy, że bardziej pożyteczne byłoby, gdyby pomagali seniorom
w czasie pandemii. 

Hulajpole dziękuję wszystkim, którzy postanowili pomoc. Otrzymaliśmy
spore wsparcie z miasta i wiele słów solidarności z innych miejsc.
Dziękujemy wszystkim, a jeśli ktoś chce się podzielić z nami filmami i
zdjęciami ze spacerów dnia dzisiejszego, zapraszamy na
hulajpole@riseup.net.

*Dom Socjalny im. Piotra Kropotkina to jeden z budynków, które zajął
kolektyw Hulajpole (był opuszczony i niszczal przez wiele lat). Na
terenie obowiązuje zakaz wnoszenia narkotyków i mięsa, a miejsce bierze
udział w życiu społeczno – politycznym. Masz problem z miejscem do
mieszkania lub chcesz nam pomóc? Napisz mejla. Dla nas prawo do
mieszkania stoi ponad prawem własności. 

P.S. Osoby, które chcą pisać skargę na dzisiejsze zachowanie policji
proszone są o kontakt e-mail: hulajpole@riseup.net.”

Leave a comment | Categories: Uncategorized

Spotkanie lokatorów i lokatorek z Wojewodą Dolnośląskim

26 lutego 2020 by Ewa

19 lutego 2020 roku przedstawiciele Akcji Lokatorskiej, Stowarzyszenia Obrony Lokatorów oraz lokatorki i lokatorzy nielegalnie sprywatyzowanych mieszkań zakładowych z Wrocławia spotkali się na rozmowach z nowo mianowanym Wojewodą Dolnośląskim Jarosławem Obremskim. Spotkanie było kontynuacją rozmów jakie organizacje lokatorskie prowadzą z Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim od roku 2017.

Strona społeczna podkreśliła coraz bardziej dramatyczną sytuację lokatorów i lokatorek, którzy muszą stale mierzyć się z podwyżkami czynszów, groźbami eksmisji i ciąganiem po sądach. Szczególnie niepokojąca była kolejna ofensywa ze strony spółki MEGA-BAT, właściciela ok. 40 mieszkań przy ulicy Zaułek Rogoziński, którego działania doprowadziły do znacznych podwyżek czynszów oraz kolejnych wypowiedzeń umów najmu. Lokatorzy i lokatorki zwrócili także uwagę wojewody, że wprowadzone przez rząd rozwiązanie – polegające na możliwości wykupu byłych mieszkań zakładowych przez gminy z 50% bonifikatą z budżetu centralnego – nie sprawdza się we Wrocławiu ze względu na brak woli zaangażowania się ze strony miasta.

Po wysłuchaniu głosów lokatorów i lokatorek wojewoda Obremski zadeklarował gotowość przekazania ich stanowiska, przede wszystkim przedstawionej krytyki funkcjonujących rozwiązań, odpowiednim ministerstwom lecz podkreślił, że nie może zagwarantować konkretnych rezultatów tej interwencji. Zdaniem wojewody Obremskiego konieczne będzie wybadanie w Warszawie realnych szans na wprowadzenie rozwiązań alternatywnych wobec wykupu mieszkań przez gminy. Jednocześnie obie strony doszły do porozumienia co do dalszej współpracy nad wprowadzeniem w życie rozwiązań istniejących. Mają one przyjąć postać serii spotkań “grupy roboczej” złożonej z przedstawicieli strony lokatorskiej oraz pracowników i pracownic Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego zajmującej się m.in. przygotowaniem projektu rekomunalizacji sprywatyzowanych mieszkań zakładowych.

Strona lokatorska wyszła ze spotkania umiarkowanie usatysfakcjonowana ale zadowolona, że spotkanie przełamało impas w stosunkach z Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim trwający od czasu ustąpienia ze stanowiska wojewody pana Pawła Hreniaka.

 

Leave a comment | Categories: Uncategorized

To nie Żydzi reprywatyzują Warszawę lecz Polacy

10 listopada 2019 by Ewa

Nagłaśnianie sprawy tzw. „ust 447” to odwracanie uwagi od rzeczywistej, współczesnej walki z reprywatyzacją w Polsce.

Amerykańska ustawa nie obowiązuje w suwerennym państwie jakim jest Polska. Może być używana jako narzędzie dyplomatycznego lub politycznego nacisku na Polskę, jednak z wyliczeń rządowych wynika, że mienie pożydowskie to zaledwie 14 proc. ogółu nieruchomości zniszczonych przez Niemców w czasie II Wojny Światowej w Polsce.1

Zwrotu mienia żydowskiego na podstawie ustawy 447 nie będzie na pewno. Nie będzie też pewnie wypłat odszkodowań jakimś wpływowym, ale słabo powiązanym ze sprawą organizacjom. Za to na pewno będzie kolejna okazja do wzajemnej niechęci i antysemickich wystąpień populistów, jak Jacek Międlar, którzy tematem reprywatyzacji nigdy się nie zajmowali, a kwestia praw lokatorskich jest dla nich trzeciorzędna. Osoby, które najgłośniej krzyczą o ustawie 447 nie działają w stowarzyszeniach lokatorskich ani nie są aktywistami lokatorskimi. Natomiast Warszawskie organizacje lokatorskie odcinają się jednoznacznie od narodowych wystąpień przeciwko tej ustawie.2

Problem jednak istnieje i jest poważny. Tyle że powodują go nie Żydzi, a polscy biznesmeni, prawnicy i urzędnicy.

Grafika ze strony Miasto Jest Nasze

Continue Reading →

2 komentarze | Categories: Uncategorized

Manifestacja lokatorska w Warszawie

02 października 2019 by Ewa

13 września odbyła się w Warszawie manifestacja w sprawie nielegalnie sprywatyzowanych mieszkań zakładowych zorganizowana przez Akcję Lokatorską i Komitet Obrony Praw Lokatorów.

Wzięli w niej udział lokatorzy z całego kraju. Zgromadzenie rozpoczęło się pod Ministerstwem Inwestycji i Rozwoju, gdzie żądaliśmy powrotu do prac nad ustawą kompleksowo rozwiązującą ten problem. Spotkaliśmy się z przedstawicielami ministerstwa i przekazaliśmy pismo do ministra Jerzego Kwiecińskiego, w którym poinformowaliśmy, że ustawa obecnie funkcjonująca , która zakłada wykup mieszkań przez gminy z 50-procentową dopłatą z BGK nie działa w praktyce w naszych miastach. Nasze żądania zawarliśmy w piśmie:

W związku z zaistniałą sytuacją i problemami z realizacją w praktyce wyżej wymienionej ustawy, uważamy, że należy powrócić do projektu ustawy dotyczącej stricte problemu mieszkań zakładowych, nad którą prace trwają od lat. Niezbędne może okazać się też powołanie specjalnej komisji sejmowej, która wyjaśni zarówno kulisy prywatyzacji mieszkań zakładowych, jak i pomoże rozwiązać ten problem. Lokatorzy zawłaszczonych mieszkań zakładowych są coraz bardziej zrozpaczeni, ale też i zniecierpliwieni przedłużającymi się, pracami nad taką ustawą, mimo wcześniejszych obietnic szybkiego rozwiązania tej kwestii. Domagamy się, aby państwo polskie w końcu zmazało z siebie tę hańbę, ponieważ odpowiada za stworzenie w swoim czasie ram instytucjonalnych i prawnych dla zawłaszczenia mieszkań zakładowych. I to państwo polskie powinno teraz rozwiązać ten problem i zadośćuczynić pokrzywdzonym”.

Następnie przeszliśmy z manifestacją, informując po drodze przechodniów o sytuacji lokatorów mieszkań zakładowych, na ul. Nowogrodzką, pod budynek w którym mieści się siedziba partii rządzącej. Tam przekazaliśmy pismo do prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, informujące o sytuacji i w którym domagamy się rozwiązania problemu, co partia obiecała uczynić już w 2004 roku. Równolegle delegacja udała się do Urzędu Rady Ministrów, by przekazać podobne pismo do premiera Mateusza Morawieckiego.

Na tym demonstracja się zakończyła i autokary wyruszyły w drogę powrotną do swoich miast. Będziemy walczyć nadal dopóki sprawa ta nie zakończy się pozytywnie dla lokatorów i lokatorek byłych mieszkań zakładowych, bez względu na to, kto wygra jesienne wybory. Jak dotąd wszystkie partie w tej materii zawiodły.

Leave a comment | Categories: Uncategorized

Demonstracja ws. mieszkań zakładowych!

02 sierpnia 2019 by Ewa

Continue Reading →

Leave a comment | Categories: Uncategorized

Irena czeka na wyrok

27 marca 2019 by Ewa

Tekst oryginalnie opublikowany w Biuletynie Manifowym 2019 (manifa.wroclaw.pl)

Jest styczeń 2019 roku. Sąd rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej przy ulicy Świebodzkiej. Irena czeka na wyrok. Sprawa jest o eksmisje. Sąd zadecyduje czy będzie musiała opuścić swoje mieszkanie. Podstawą wypowiedzenia umowy najmu są zaległości w opłatach. Adwokat Ireny kwestionuje zasadność tych opłat, właściciel nie może obciążać lokatorów dowolnymi wydatkami. Sprawa robi się skomplikowana. Sędzia ustala czy zachowane zostały procedury. Czy naliczenia zostały zaskarżone w terminie? Czy umowa została wypowiedziana poprawnie?

Sprawa jednak ma drugie dno o którym nikt na sali sądowej nie wspomina. Dla sądu jest to tylko szczegół techniczny: Irena ma podpisanej umowy z właścicielem mieszkania. Ma tylko przydział od Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego. Swoje mieszkanie otrzymała bowiem jako lokal pracowniczy. Nigdy nie chciała wynajmować mieszkania na wolnym rynku. Zresztą, nie stać jej na to. Dla sądu nie ma większego znaczenia. Dla Ireny to istota sprawy.

Mieszkania stawiane przez PRLowie zakłady (choć akurat ZNTK po prostu przejęło i wyremontowało budynki wzniesione jeszcze przed wojną) stały się, po zmianie ustroju w 1989, przedmiotem chaotycznej i nieuregulowanej prywatyzacji. Istniały owszem jakieś przypisy ale bardziej liczyło się to, kto zna odpowiednich ludzi i kto dysponuję żywą gotówką. Nieliczna grupa odpowiednio ustawionych osób potrafiła za niewielkie stosunkowo pieniądze wykupywać całe bloki mieszkań po upadających zakładach przemysłowych: ZNTK, PAFAWAG, ALWRO, PREDOM-POLAR, Przedsiębiorstwo Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego, Przedsiębiorstwo Budownictwa Uprzemysłowionego PBU etc. Z prawami dotychczasowych mieszkanek i mieszkańców nikt się specjalnie nie liczył. To były szalone czasy. Kilka tysięcy ludzi w samym tylko Wrocławiu stało się nagle i bez własnej wiedzy czy zgody najemcami grupy podejrzanych kombinatorów. Firm o nazwach takich jak QWERTY2000 (sic!) czy osób, których nazwiska pojawiały się w kontekście niedawanych warszawskich afer reprywatyzacyjnych. Nie mogło się to skończyć dobrze.

Mieszkanie Ireny zostało sprzedane w 2001 roku Markowi Haisigowi za ułamek jego wartości. (Haisig wykupi zresztą jeszcze kilkanaście lokali po ZNTK i w sumie kilkadziesiąt w całym Wrocławiu. Potem będzie się zajmował skupowaniem roszczeń do budynków od przedwojennych właścicieli. Tego typu biznesmen.) Na rynku wynajmu mieszkań Irena nie była wymarzoną lokatorką. Jej skromne dochody wykluczały płacenie przez nią wysokiego czynszu. Została „kupiona” razem z mieszkaniem ale teraz stała się jedynie przeszkodą w skapitalizowaniu jego wartości. Dla nowego właściciela sprawa była jasna: Irena musi się z mieszkania wynieść.

W polskim prawie aby wypowiedzieć umowę najmu potrzebny jest powód. Najlepszym powodem są zaległości z płaceniem czynszu. Wówczas sprawa przebiega gładko. Dopóki jednak lokatorka płaci regularnie może być raczej pewna swojego miejsca zamieszkania. Przez wiele lat Irena płaciła regularnie mimo, że czynsz z roku na rok wzrastał. To było jej mieszkanie, tu się wychowała i nie miała zamiaru go opuszczć nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiała płacić aferzyście do końca swojego życia. W końcu jednak coś poszło nie tak: bezpodstawnie naliczone opłaty, brak odpowiednio szybkiej reakcji, jedna niezłożona skarga i właściciele znaleźli wreszcie przesłankę by usunąć ją z jej mieszkania. Sprawa trafiła do sądu.

Irena czeka na wyrok. Na szczęście nie jest sama. Razem z nią są jej sąsiadki z dawnych bloków ZNTK, koleżanki i koledzy spod innych adresów gdzie niegdyś były mieszkania zakładowe: Śliczna, Zaułek Rogoziński, Brodzińskiego, Romanowskiego czy Kamieńskiego. Miejsca dla widowni na sali rozpraw wypełnione są po brzegi. Wszyscy czekają na wyrok. Połączeni wspólnie doznaną niesprawiedliwością oraz niepewnością przyszłego losu lokatorzy i lokatorki mieszkań zakładowych trzymają się razem. Dla niejednej zresztą sprawa Ireny jest wróżbą jej własnego przyszłego losu. Mają tych samych właścicieli i te same problemy.

Pomimo licznych prób odwoływania się do prokuratury i organów śledczych przez ostatnie 20 lat nie udało się odwrócić bezprawnej prywatyzacji mieszkań zakładowych. Jak przyznał w rozmowie prywatnej jeden z zajmujących się sprawą prokuratorów nie było ku temu „woli politycznej”. Prywatyzacja to święta krowa polskiej transformacji i nie wolno sugerować, że nieraz była jedynie przykrywką dla zwykłej kradzieży.

Wyrok wreszcie zapada.

Irenie się udało. Sędzia ogłosił, że w tym przypadku prawo własności musi ustąpić przed zwyczajną ludzką przyzwoitością i Irena nie musi opuszczać domu w którym spędziła całe swoje życie. W tym przypadku. Jak będzie w pozostałych przypadkach to się dopiero okaże. Przyszłość lokatorów i lokatorek byłych mieszkań zakładowych pozostaje niepewna.

Leave a comment | Categories: Uncategorized

Stanowisko Akcji Lokatorskiej w sprawie programu restrukturyzacji zobowiązań finansowych za zaległości płatnicze z tytułu najmu lub korzystania z nieruchomości wchodzących w skład zasobu komunalnego Gminy Wrocław

27 marca 2019 by Ewa

Wstęp

Projekt abolicji zadłużenia, który będzie procedowany na posiedzeniu Rady Miasta 21 marca 2019, stanowi próbę uporania się przez gminę Wrocław z problemem zaległości czynszowych generowanych przez najem mieszkań należących do zasobu miejskiego. Istnienie tych zaległości niewątpliwie stanowi poważny problem. Utrzymanie, nie mówiąc już o rozwoju mieszkalnictwa komunalnego wymaga regularnego opłacania przez lokatorów i lokatorki czynszów, które przecież pozostają daleko poniżej stawek rynkowych. Czy jednak abolicja w zaproponowanej formie jest rzeczywiście właściwym rozwiązaniem?

Systemowe przyczyny zadłużenia czynszowego

Komentarze towarzyszące ogłoszeniu projektu abolicji zdają się sugerować, że długi czynszowe powstają przede wszystkim wskutek złej woli oraz nieuczciwości lokatorów i lokatorek. Wydaje nam się jednak, że takie stereotypy nie powinny stanowić podstawy dla kształtowania polityki miejskiej. Niewątpliwie istnieją liczne indywidualne przyczyny dla których ludzie zalegają z opłacaniem czynszu, jednak w toku naszej wieloletniej działalności jako wrocławskiego stowarzyszenia lokatorskiego udało nam się zidentyfikować szereg przyczyn systemowych, które prowadzą do pogłębiania się tego zjawiska.

Dług czynszowy wynoszący od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych nie powstaje w ciągu tygodnia, czy nawet paru miesięcy, lecz jest rezultatem wieloletniego zalegania z opłatami, które nie wiązały się z żadnymi konsekwencjami. Miasto ma możliwość wcześniejszego reagowania na narastające długi i rozpoznanie przyczyn oraz możliwości wspólnego rozwiązania problemu zanim ten dług stanie się niespłacalny. Jednak w tych przypadkach urzędy odpowiedzialne za zarządzanie zasobem komunalnym, nie podejmowały żadnych działań, często nie wysyłając nawet listu z upomnieniem, nawet przez kilka lat. Takie opóźnione reagowanie na powstające zaległości sprawia, że kiedy wreszcie przychodzi wezwanie do uregulowania należności, istniejący dług jest już zbyt duży, by było to możliwe. Indolencja organów miejskich jest zatem także częścią problemu.

Bierność urzędników jest częścią szerszego problemu, który można scharakteryzować jako „błędne koło polityki mieszkaniowej Wrocławia”. Od wielu lat miasto pozbywa się pełnostandardowych mieszkań, zostawiając w swoim zasobie te najgorsze, których wykupem nikt nie jest zainteresowany. Mieszkania pozostające własnością miasta są zaś niedoinwestowane i nieremontowane od dziesiątek lat. I nie jest to jedynie efekt zewnętrznych „uwarunkowań”. Według dokumentów programowych gminy Wrocław standard mieszkań ma być tak zły, żeby zachęcić najemców do wynajmowania/kupowania na wolnym rynku. Efekt jest taki, że zasób komunalny przeznaczony jest wyłącznie dla osób wyrzuconych na margines życia społecznego i ekonomicznego, pozbawionych pracy, chorych, uzależnionych, starych. W przekonaniu magistratu mogą one mieszkać w lokalach z grzybem, bez łazienek, bez ogrzewania. Tacy najemcy rzeczywiście czynszu często nie płacą, ponieważ czują, że ich potrzeby są ignorowane. Relacja pomiędzy gminą a jej lokatorami i lokatorkami nacechowana jest wzajemnym brakiem zaufania. Postawy obu stron wspierają się wzajemnie: gmina ignoruje potrzeby remontowe i modernizacyjne zaś lokatorzy i lokatorki ignorują terminy regulowania należności czynszowych. Tak być nie musi i właśnie takie błędne koło musi zostać przerwane, jeżeli chcemy mówić o rzeczywistym rozwiązaniu problemu powstających długów czynszowych.

Indywidualne przyczyny zadłużenia czynszowego

Co do indywidualnych przyczyn zalegania z czynszem to również są one bardziej złożone niż sugerują stereotypy. Najczęściej ktoś, kto nie płaci 300-500 zł/msc za mieszkanie ma kłopoty, z których nie jest w stanie samodzielnie wyjść. Oto kilka przypadków, z jakimi spotkaliśmy się w ramach działalności Akcji Lokatorskiej:

Pani Ewa (imię zmienione), 60-latka, mąż alkoholik zabił się z powodu niemożności spłacenia chwilówek, opiekuje się ponad 90-letnimi rodzicami – niechodzącą matką i niekontaktującym ojcem, sama cierpiąca na chorobę alkoholową i na alkoholowe zapalenie wątroby, pracująca jako sprzątaczka. Długi, jakie zostawił po sobie mąż, w tym ten mieszkaniowy sięgający już wtedy kilkunastu tysięcy złotych przerósł możliwości finansowe pani Ewy. Lokatorka się załamała, ale mimo myśli samobójczych musiała żyć, by opiekować się rodzicami. Zgłosiła się do naszego stowarzyszenia, gdy przyszedł pozew o eksmisję, skierowany nie tylko do niej, ale także do jej rodziców. Ze strachu, że mogą znaleźć się oni na bruku przyszła do nas po pomoc. Pierwsze co jej poleciliśmy, to płacić czynsz i choćby drobnymi kwotami spłacać zadłużenie i oczywiście napisaliśmy odpowiedź na pozew z wnioskiem o przyznanie lokalu socjalnego w przypadku eksmisji, do której na pewno dojdzie.

Pani Jadwiga (imię zmienione), lat 80, najmująca od miasta ponad 100 metrowe mieszkanie na Nadodrzu wraz z dorosłą wnuczką i prawnukiem. Emerytura pani Jadwigi nie pozwalała na kupowanie żywności, leków i czynsz, a córka nie pomagała matce. Dług czynszowy urósł do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Pomagaliśmy pisać pisma do Zarządu Zasobu Komunalnego o pomoc, jednak to nie pomogło. Nie wiemy co się stało z lokatorką, bo w pewnym momencie, zapewne zastraszona przez wnuczkę przestała się z nami kontaktować.

Powyższe przypadki pokazują osoby samotne, załamane, wyczerpane fizycznie i psychicznie. Jak wyglądałaby dziś sytuacja pani Ewy, gdyby kilkanaście lat temu, po samobójczej śmierci męża, gdy zadłużenie czynszowe wynosiło “jedynie” kilkanaście tysięcy złotych, ktoś wyciągnąłby do lokatorki pomocną dłoń? Dlaczego to nie było miasto? Dlaczego nie ma programów miejskich poszukujących takich osób w kryzysie i obejmujących pomocą? Nie wymagamy od urzędników miejskich audytu mieszkań komunalnych (chociaż odnosimy wrażenie, że znaleźliby na to czas i przy okazji policzyliby pustostany), ale czy naprawdę nie można wykonać telefonu do osoby, która zalega z czynszem, by zapytać się o przyczynę tej sytuacji, albo chociaż zgłosić taki przypadek do MOSP-u? Czy sytuacji starszej pani Jadwigi nie dałoby się rozwiązać poprzez zamianę jej wielkiego mieszkania na jakieś mniejsze i tańsze? Dlaczego ZZK nie monitoruje takich sytuacji, skoro teoretycznie jest to możliwe – znamy przypadki nakładania kar finansowych za nielegalne łazienki, czy drzwi otwierające się w niewłaściwą stronę, które to przypadki musiały zostać wykryte w czasie kontroli, ewentualnie donosu sąsiada.

Uwagi do projektu abolicji

Spośród wszystkich zapisów projektu abolicji zadłużenia czynszowego jedne wydaje nam się szczególnie niepokojący: propozycja umorzenia całości zadłużenia po przekazaniu zajmowanej nieruchomości na rzecz miasta. Obawiamy się, że są desperaci gotowi z niej skorzystać i w zamian za darowanie zadłużenia wylądować na bruku. To rozwiązanie nieetyczne i dlatego będziemy walczyć, żeby z niego zrezygnowano. Doprowadziłoby ono do tego, że miasto odzyska mieszkania-rudery, których i tak są setki, ale jednocześnie powiększy liczbę bezdomnych. Naprawdę bezduszny musiałby być urzędnik podsuwający najemcy do podpisu umowę według wzoru “abolicja za mieszkanie”, czyli de facto wyrok bezdomności.

Czytając założenia miejskiego planu abolicji długów czynszowych można odnieść wrażenie, że wyraża on zrezygnowanie Urzędu Miasta wobec problemów mieszkań komunalnych oraz dążenie do przerzucenia całości problemu zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych wrocławian i wrocławianek na prywatny rynek wynajmu. Szczególnie istotny jest w tym wypadku kontekst, jaki stanowi dotychczasowa polityka miasta w dziedzinie mieszkalnictwa: braku inwestycji w rozwój tej dziedziny, któremu towarzyszy konsekwentne dążenie do prywatyzacji istniejących zasobów mieszkaniowych. Jednak rynek wynajmu prywatnego nie może stanowić realnej alternatywy dla mieszkalnictwa komunalnego. Jest on zbyt mały i zorientowany przede wszystkim na obsługę płynnej części populacji miasta (studentów czy pracowników zagranicznych). W rezultacie ceny najmu są nadzwyczaj wysokie, zaś oferowane standardy raczej niskie. Najem prywatny może służyć jedynie jako rozwiązanie tymczasowe, lecz nie jest w stanie zaspokoić potrzeb mieszkaniowych na dłuższą metę. Duża popularność mieszkań komunalnych (obecnie około 2,5 tys. mieszkańców ubiega się o przydział mieszkania od miasta) jest tego najlepszym dowodem. Projekt abolicji długów byłby natomiast sensowny w innym kontekście: jako część szerszego programu reformy metod zarządzania miejskim zasobem mieszkaniowym oraz poprawy ogólnych relacji pomiędzy gminą Wrocław a jej lokatorami.

 

Leave a comment | Categories: Uncategorized

← Older posts